Saturday, August 20, 2016

Kochać mimo wszystko


Pod koniec roku na blogu pojawiła się notka na temat anglojęzycznego wydania spin-offu do Labiryntu uczuć – „Even so, I will love you tenderly” (do przeczytania tutaj). W maju zaś za sprawą wydawnictwa Kotori ukazało się polskie wydanie tego tytułu – „Kochać mimo wszystko”. W tej notce chciałabym się trochę pozachwycać, trochę pomarudzić, trochę porównać nasze rodzime wydanie z amerykańskim – właściwie, bądźmy szczerzy, tak sobie trochę pogadać. ;)

Tytuł oryginału: それでも,やさしいい恋をする(Soredemo, yasashii koi wo suru)
Tytuł polski: Kochać mimo wszystko
Ilość tomów: 1
Autor: Yoneda Kou
Wydawca: Kotori
Gatunek: romans, okruchy życia, yaoi



Gdy bierze się do ręki tomik od June i tomik od Kotori, od razu rzuca się w oczy różnica grubości między nimi – szarawy papier używany przez amerykańskie wydawnictwa jest znacznie grubszy od offsetowego. Tomy są tego samego formatu; wydanie amerykańskie ma zwykłe miękkie okładki (trochę za krótkie), wydanie polskie – miękką okładkę ze skrzydełkami. W obu na początku znajduje się jedna kolorowa strona, zaś na końcu posłowie od Yonedy Kou i szkic pierwszego projektu okładki. Mangę w wydaniu Kotori wieńczy reklama innych dostępnych nakładem wydawnictwa tytułów autorki (wraz z informacją, że „Złamane skrzydła” zajęły czwarte miejsce w Sugoi Japan :)), zaś w wydaniu June kilka stron reklam niezwiązanych z twórczością Yonedy.


Jakość druku w wydaniu Kotori nie budzi zastrzeżeń, podobnie jakość tłumaczenia – jest lekkie, płynne, całość czyta się przyjemnie. Korekcie umknęły dwie grubsze literówki; błędów interpunkcyjnych ani ortograficznych nie stwierdziłam. Nigdzie nie zauważyłam też przyciętych kadrów.

Istotne różnice między wydaniami występują w odwzorowaniu barw, co jest szczególnie widoczne, gdy porówna się kolorową stronę – w wydaniu Kotori jest ona utrzymana w raczej żółtawej tonacji, podczas gdy w wydaniu June jest bardziej beżowa, twarze zaś są aż różowe. Nie wiem, która z wersji jest bliższa oryginałowi, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wersja Kotori wygląda naturalniej.


Polskie wydanie ma jeszcze jedną, znaczącą zaletę dla polskiego czytelnika – mianowicie manga kosztuje trzykrotnie mniej niż jej importowana siostra.

Czy warto kupić? Dla fanów autorki odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Tym, którzy z jej twórczością nie mieli wcześniej styczności – serdecznie polecam. Dla lepszego zrozumienia kontekstu warto zacząć od „Labiryntu uczuć”, jednak nie jest to konieczne – zapewniam, że lektura nawet bez znajomości historii Shimy i Togawy z pewnością będzie przyjemna.

4 comments:

  1. Jestem z siebie dumna, mam wszystkie 6 tomików Yonedy wydanych w Polsce C:
    Faktycznie, w naszym wydaniu kolorowa strona wygląda naturalniej, ale okładka taka zielona.

    ReplyDelete
  2. Mi w polskich wydaniach od Kotori nie pasują nigdy gradienty na okładkach - czy to na grzbiecie jak tutaj, czy to w logo tytułu. Za tym nie przepadam. Poza tym akurat to wydanie było całkiem spoko i o dziwo nie trafiłam w końcu na żaden problem z tomikiem XD!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To prawda, te gradienty są straszne. :( Ale jakoś się chyba Kotori na nie uparło.

      Delete
    2. Co do gradientów nie mam zdania, ale podoba mi się, ze we wszystkich mangach Yondey Kotori zastosowało tę samą czcionkę w jej nazwisku na grzbiecie :D

      Delete