Thursday, June 23, 2016

Rozstania i powroty

Dawno mnie tu nie było. Wiem, w każdej notce to piszę, ale jakoś mi się nie zbiera ostatnio. Mam coraz mniej czasu na czytanie mang – co oczywiście nie przeszkadza mi w ich kupowaniu. Dzisiejsza notka jednak nie będzie o mangach, ale o tym, co się ostatnio dzieje w amerykańskim światku wydawniczym; będzie o rozstaniu i o powrocie.

Jakie rozstanie? Ano, japońskie wydawnictwo Libre Shuppan wypowiedziało umowę Digital Manga Inc. Informacja ta została upubliczniona przez japońskiego wydawcę w notce prasowej, post na ten temat można znaleźć na Anime News Network.

Z końcem czerwca DMI traci prawa do publikacji, dodruków i sprzedaży wszystkich tytułów kupionych od Libre, a zatem Findera, Kizuny, Yellow (do którego Libre nabyło prawa po bankructwie Biblos) i wielu innych tytułów. Dla anglojęzycznych czytelników oznacza to, że Finder w wydaniu June zostaje porzucony na siódmym tomie, a kontynuacja anglojęzycznego wydania zależy od ewentualnej decyzji SuBLime, które w tej chwili na stronie Libre figuruje jako jedyne wydawnictwo, które ma prawa wydawania ich mang w Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście w fandomie (szczególnie Findera) pełno jest oburzonych głosów „czo to Libre”, „skandal” i tak dalej, ale wśród nich nieśmiało przebijają się te mówiące, że w zasadzie DMI samo jest sobie winne. Podawane są te same powody, o których pisałam w poprzednich notkach przy okazji opisywania tytułów wydawanych pod szyldem June. Po pierwsze – gigantyczne opóźnienia sięgające nawet nie miesiący, a lat. Po wtóre – jak już coś wyjdzie, to w bardzo małym nakładzie, który wyprzedaje się na pniu i manga po dwóch miesiącach od premiery jest niedostępna. Co więcej, sieć dystrybucji chyba praktycznie nie istnieje, bo już od dawna jest tak, że albo kupisz mangę w Akadocie (sklepie wydawcy) czy ich eBayu, albo właściwie możesz nie liczyć, że kupisz ją w ogóle. Amazon i BookDepository najpierw przekładają datę premiery o kolejne miesiące, potem oznaczają tytuł jako niedostępny, wyłączając tym możliwość składania zamówień, a na koniec anulują pre-ordery. Wszystko dlatego, że zwyczajnie nie dostają tomów od wydawcy.

DMI argumentowało kiedyś, że mangi w druku sprzedają się gorzej, dlatego skupia się na ebookach. Ale czemu się dziwić, że czytelnikowi po latach czekania na kolejny tom ulubionego tytułu w końcu się ta zabawa nudzi i sięga po skanlację? Ponadto to jedyne znane mi wydawnictwo, które zawsze ma tego typu problemy — a to drukarnia nie ma wolnych terminów, a to spadł śnieg i mangi nie dojechały, a to to, a to pstro. Żadnych konkretów, wyjaśnień, nic. Kiedy przeczytałam – zdaje się, że na ich stronie na Facebooku – że kontynuacja „Hana wa sakuka” stoi pod znakiem zapytania, bo tak długo zwlekali z wydaniem trzeciego tomu, że grozi im utrata licencji, ręce mi opadły. Wszystko mi opadło. To był zresztą jeden z tytułów z rekordowym opóźnieniem; o ile się nie mylę, sięgającym coś koło trzech lat. Choć w końcu wydali tom pierwszy, drugi, i nawet trzeci parę dni temu. Poza tym nie czarujmy się – uważam, że wydawca, który na dodruk opublikowanego już tytułu robi kampanię na Kickstarterze, niepoważnie podchodzi do swoich klientów i pracy wydawniczej w ogóle. A DMI ostatnio jakby bez Kickstartera nie mogło się obyć.

Podsumowując – mnie tam zerwanie umowy przez Libre wcale nie dziwi, pewnie i święty straciłby cierpliwość do takiego kontrahenta. Co dalej z tytułami Libre opublikowanymi przez DMI? Czekamy na oficjalne oświadczenie zarówno ze strony DMI, Libre jak i być może SuBLime w tej sprawie. W fandomie spekuluje się, że być może to drugie podejmie się kontynuacji Findera, na razie jednak nie ma żadnych oficjalnych informacji na ten temat.


Przykre wieści mamy za sobą, więc czas na coś przyjemniejszego, mianowicie powroty. Choć to chyba nieco za duże słowo. Mowa o wydawnictwie Netcomics, które ostatnio skupiło się na wydawaniu komiksów (głównie manhw, w dużej części BL) w formie elektronicznej, zaś w formie drukowanej wydawali rzadko i mało. Z mojej perspektywy trudno jest też śledzić nowinki dotyczące Netcomics, bo nie ma ono strony na Facebooku, a ich strona internetowa jest taka... mało treściwa względem niusów. W każdym razie nowe rozdziały różnych nowych tytułów pojawiają się regularnie, a już w sierpniu, jeśli wierzyć datom w sklepiku Netcomics i na Amazonie/BookDepository, wydawca zafunduje czytelnikom (przynajmniej) dwie serie – „His House” i „Intense” – wydane W CAŁOŚCI za jednym zamachem. A w zasadzie nie tyle zafunduje, co udostępni księgarniom, bo z opisów na stronie sklepiku wynika, że manhwy w druku są już dostępne, ale wyłącznie u wydawcy.

„His House” to kolejny komiks Hajin Yoo, znanej w Polsce z „Totally Captivated”. Składa się z 50 rozdziałów w pełnym kolorze, zaś Netcomics wydało je zebrane w trzy tomy. Nie znalazłam co prawda nigdzie tej informacji jawnym tekstem, ale z liczenia stron w poszczególnych rozdziałach wyszło mi, że to prawda. :D Sam tytuł nie jest mi znany, z opisu wygląda raczej na lekką komedię shounen-ai bez przesadnego dramatyzmu. A że Hajin Yoo komedie wychodzą dobrze, nie mam wątpliwości, że również przy lekturze tego komiksu będę się dobrze bawić.

Jeśli chodzi o „Intense”, jest to komiks autorstwa Yi Kyungha, składający się z dziewięciu tomów. Znów – jeśli wierzyć ilości stron, to tomy te to raczej maleństwa po 60-80 stron, zaś czterotomowe wydanie Netcomics zawiera wszystkie rozdziały. W tym wypadku także nie znam fabuły, ba! – nie znam nawet autorki, ale jeśli wierzyć recenzjom w Internecie, tu również nie powinnam zawieść się lekturą; manhwa wygląda na solidną porcję psychologicznego dramatu.
Pozostaje tylko trzymać kciuki za jakość tłumaczenia i korekty, z którymi u Netcomics bywało różnie, i mieć nadzieję, że manhwy faktycznie zostaną rozdystrybuowane bez opóźnień.