Tuesday, December 29, 2015

Even So, I Will Love You Tenderly, czyli Yonedy na półce nigdy dość

Nie znoszę czytać skanlacji w internetach. Naprawdę, nie lubię. W ogóle nie lubię czytać mang ani książek w formie elektronicznej - przewracanie stron, zapach tuszu i szelest papieru to część rytuału, który sprawia mi ogromną przyjemność i dlatego przedkładam formę papierową ponad każdą inną (zielone lasy Amazonii - sorry). Z tego powodu zazwyczaj - nawet, jak coś mnie strasznie wciągnie - czytam kolejne tomy dopiero w druku, w zrozumiałym dla mnie języku. Tym bardziej znamienny jest fakt, że historie składające się na Soredemo, yasashii koi wo suru przeczytałam w internetach i to nawet nie raz, a dwa, a ogłoszenie angielskiego wydania przyjęłam z głośnym fangirlowym piskiem (co mój facet powitał wymownym przewróceniem oczami, a potem udawał, że słucha, jak opowiadałam o przedmiocie uciechy i powodzie rzeczonego pisku). Oto i ono - angielskie wydanie spin-offu do Doushitemo furetakunai autorstwa Yonedy, absolutnej mistrzyni w swoim fachu.


Tytuł oryginału: それでも,やさしいい恋をする(Soredemo, yasashii koi wo suru)
Tytuł angielski: Even So, I Will Love You Tenderly
Ilość tomów: 1
Autor: Yoneda Kou
Wydawca: June (Digital Manga Inc.)
Gatunek: romans, okruchy życia, yaoi

Tomik stanowi zbiór krótkich, łączących się ze sobą historii publikowanych początkowo jako doujinshi do Labiryntu uczuć przez samą autorkę. Historie te zostały wydane w formie zbiorczego tomu w kwietniu 2014 roku (w tomiku można je traktować właściwie jak rozdziały, gdyż są ułożone chronologicznie), a październiku doczekały się też dramy. Wydanie amerykańskie ujrzało światło dzienne w październiku tego roku (o tym, dlaczego wpadło w moje ręce dopiero teraz, będzie trochę niżej), zaś wydanie polskie wydawnictwo Kotori zapowiedziało na maj 2016 roku.

Jednym z głównych bohaterów mangi jest Ryou Onoda - sympatyczny, ciepły okularnik znany nam z Labiryntu uczuć. Onoda to cichy facet. Po cichu się zakochał i po cichu dostał kosza - a w zasadzie dał go sobie sam, wiedząc, że obiekt jego uczuć jest zakochany w kimś innym. Ma jednak kogoś, komu zawsze może się zwierzyć, a jak trzeba, to i z kim upić - Harumi Deguchi, mimo że jest wyluzowanym, towarzystkim specjalistą od sprzedaży, zawsze znajdzie czas, by pocieszyć starego kumpla. Kiedy jednak przestaje myśleć o Onodzie tylko jak o przyjacielu, sprawy się nieco komplikują.


Perypetie obu panów Yoneda Kou ukazała z właściwym sobie wyczuciem w jak zwykle subtelny sposób. Nie będę nawet zaczynać opowiadać o tym, jak uwielbiam mangi tej autorki i jakich orgazmów ocznych dostaję przy patrzeniu na jej kreskę, bo trochę za długo by to trwało i brzmiało trochę za głupio. Jest to chyba jedyna mangaczka specjalizująca się w yaoi, której nie zdarzyło się w moim mniemaniu stworzyć gniota ani przeciętniaka. Zamiast peanów dla autorki będzie trochę narzekania. ;)

Digital Manga pod znakiem wydawniczym June publikuje dużą (jeśli nie większą) część anglojęzycznych mang yaoi. Zawsze jednak:
1. zapowiadany termin wydania ogłaszanych tytułów jest bardzo odległy w czasie,
2. termin rzeczywistego wydania jest zazwyczaj spóźniony o jeszcze dłużej (na Border 4 i 5 czekam, czekam i nie wiem, czy dożyję... w tej chwili zapowiedziano roczną obsuwę, a wcale nie jest powiedziane, że na tym się skończy - co więcej, wcale nie jest to jakiś rekord),
3. jak już wyjdzie, to przez kilka miesięcy żaden dystrybutor nie ma dostępu do nakładu,
4. po upływie kilku miesięcy nakład się wyczerpuje, a DMI uznaje dodruki za bodaj najbardziej nieopłacalny interes świata, w związku z czym ceny tomików na Amazon Marketplace i eBayu osiągają kosmiczne poziomy.

Swój egzemplarz zamówiłam na The BookDepository w lutym. Premiera, z tego, co pamiętam, planowana była na kwiecień. Ostatecznie tomik ukazał się w październiku, ale do dziś nie jest dostępny ani na The BookDepository, ani na Amazonie, ani w ogóle nigdzie z wyjątkiem oficjalnego sklepu wydawcy, czyli Akadot.com. Raz nawet chciałam się skusić na zakupy na Akadocie, ale jak za wysyłkę do Polski mang za ok. 20 dolarów zażyczyli sobie 65, dałam sobie spokój. Od niedawna jednak DMI wprowadziło do swojego sklepiku na eBayu opcję wysyłki międzynarodowej - tomik standardowej grubości kosztuje 18 dolarów, w co wliczona jest już wysyłka. Przy obecnych kursach walut robi się trochę smutno, ale tego tomiku nie mogłam odpuścić, więc zamówiłam.




Manga ze Stanów w okresie świątecznym szła do mnie 8 (!!!) dni i zapakowana była w kopertę bąbelkową pancernej grubości. Jako dodatek dostałam dwie pocztówki promujące YaoiCon 2015 - jedną z Waltz in the Clinic Makoto Tateno, a drugą... hm. Nie wiem - jak ktoś wie i mnie oświeci w komentarzach, będę wdzięczna. ;) Samo wydanie jest w zasadzie w takim standardzie, do jakiego przyzwyczaiło nas June - jedna kolorowa strona na błyszczącym papierze, w reszcie tomiku szarawy papier dobrej gramatury (nic nie przebija), do jakości druku nie mam zastrzeżeń. Okładka trochę za krótka... ;) Tłumaczenie jest dobre, czyta się to płynnie i przyjemnie. W miejscu, które było problematyczne pod względem tłumaczenia (gra słów), dodano małym drukiem wyjaśnienie pod panelem. Zauważyłam jedną literówkę i to dopiero na sam koniec tomiku, na bonusowej stronie. Ogólnie jestem zadowolona z zakupu, teraz niecierpliwie czekam na polskie wydanie, jakim nas uraczy na wiosnę Kotori. Może pokuszę się o porównanie tych dwóch wydań, kto wie. :)

3 comments:

  1. Muszę dorwać po polsku, bo zakochałam się w "Labiryncie uczuć". Z niecierpliwością czekam na moment, kiedy dorwę tomik z swoje ręce. <3

    ReplyDelete
  2. Przyznam się, że gdybym zbierała mangi tego typu, po Twojej opinii na pewno bym się skusiła na ten tytuł w polskim wydaniu :) Ale niestety, nie zbieram, ale kto wie, może z czystej ciekawości kupię ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo polecam! Ale bez kontekstu, czyli Doushitemo furetakunai (Labiryntu uczuć) trudno złapać wszystkie niuanse. ;)

      Delete