Wednesday, September 23, 2015

Warto przeczytać, część 1: Let Dai

Niestety, jak widać, regularnie publikowanie postów nie do końca mi się udaje. Troszkę po to, aby to zmienić, a troszkę dlatego, że od dłuższego czasu chodziło mi to po głowie, postanowiłam zacząć cykl notek “Warto przeczytać”. Zamierzam tu prezentować mangi i manhwy mniej znane, mam nadzieję - ambitne, a także po prostu takie, które wywarły na mnie duże wrażenie. Nie chcę się skupiać na jakości wydania, a na samej historii, dlatego nie spodziewajcie się tutaj rozwodzenia się nad każdą literówką czy za małymi marginesami - takie rzeczy najwyżej wspomnę i nie poświęcę na to więcej niż trzy zdania (postaram się!). ;) Na pierwszy ogień idzie piętnastotomowa manhwa “Let Dai”.


Tytuł oryginału: Let 다이
Tytuł angielski: Let Dai
Ilość tomów: 15
Autor: Won Sooyeon
Wydawca: Netcomics
Gatunek: dramat, tragedia, psychologiczne, okruchy życia, shounen-ai



“...a tragic tale of forbidden love and unforgivable betrayal”.

Jaeheego i Daia różni wszystko. Jaehee jest chłopakiem z dobrego domu, miły, inteligentny, nieźle się uczy, ma dziewczynę. Dai to okrutny i agresywny przywódca młodocianego gangu The Furies, który za nic ma autorytety i normy społeczne. Spotykają się przypadkiem, gdy Jaehee ratuje z opresji siostrę swojej dziewczyny. Ich losy splatają się w przedziwny sposób, wyzwalając w obu chłopcach uczucia, których nie rozumieją, zaś żaden z nich nawet nie przypuszcza, jak wielkimi krokami zbliżają się do tragedii, która odbije na nich swoje piętno.

Na pierwszy plan historii wysuwa się fascynacja Jaeheego Daiem - fascynacja przeciwstawiająca się logice, nieracjonalna, toksyczna, mieszająca się ze strachem i niepewnością, która jednak trwa wbrew głosowi rozsądku. Chłopak nie rozumie swoich uczuć, nie rozumie też Daia, który w jednej chwili z ciepłego i opiekuńczego człowieka przeradza się w zaborczego socjopatę. Ludzie jednak bywają nieracjonalni - dlatego Jaehee, zamiast zerwać kontakt z Daiem, coraz głębiej wpada w jego świat, choć zdaje sobie sprawę z zagrożeń, jakie to za sobą niesie, i jak bardzo go to zmienia.

Jak bardzo trzeba zostać skrzywdzonym, by przestać kochać? I jak daleko można się posunąć, by nie zatracić swojego człowieczeństwa? Let Dai bynajmniej nie jest naiwną opowiastką o zakazanej miłości. Miłość w manhwie daje szczęście, ale też sprawia realny, psychiczny, ale też fizyczny, ból. I, mimo że boli, trwa. Towarzyszą jej chęć zemsty, strach, poczucie bezsilności, duma, honor, żal i nienawiść, tworząc bardzo niebezpieczną mieszankę.

Nie jest to też typowe shounen-ai - choć sfera seksualna związku głównych bohaterów nie jest nigdzie ukazana, daje się czytelnikowi do zrozumienia, że istnieje. Shounen-ai zakłada zresztą pewien stopień niewinności bohaterów, której tu próżno szukać.

Kreska w manhwie jest bardzo czysta, staranna i szczegółowa. Proporcje są doskonale oddane, zaś mimika twarzy dopracowana. Nie ma też problemu z rozróżnieniem postaci, co nierzadko zdarza się w mangach i manhwach. Tutaj postaci odróżniamy po twarzach i sylwetkach, a nie fryzurach. I oczywiście okładki - ach, okładki! Piękne, pastelowe grafiki, od których oczu nie można oderwać.





Wydanie Netcomics pozostawia trochę do życzenia, ale jest poprawne. Ot, jest takie sobie - trochę za małe marginesy wewnętrzne, za cienki papier - ale nie ma tam nic szczególnie rażącego. No, może z wyjątkiem nieco zbyt drewnianego tłumaczenia w paru miejscach, jednak jestem w stanie to znieść bez specjalnego zgrzytania zębami. Treść rekompensuje mi wszystkie niedostatki wydania.

Komu polecam lekturę? Na pewno nie osobom nadmiernie wrażliwym. W manhwie brutalność przedstawiona jest bardzo dosłownie - jest krew, znęcanie się, wybite zęby… A to dopiero przygrywka. Historia ta jest przede wszystkim mroczna i bardzo ciężka. Nie jest to lektura lekka i przyjemna, czasem musiałam robić przerwy tylko po to, żeby nie zacząć krzyczeć. Ale zapewniam, że warto. “Let Dai” jest bezapelacyjnie jednym z najlepszych komiksów, jakie w życiu przeczytałam.

5 comments:

  1. Czytałam skanlacje, ale miałam wrażenie zbyt dużej chaotyczności w pewnym momencie... nawet nie pamiętam dokładnie ani fabuły, ani zakończenia. Może kwestia kadrowania, może kwestia ilości tomików, może kwestia czytania skanlacji... Ale sięgnęłabym po wersję drukowaną, gdybym miała okazję, żeby odświeżyć sobie historię i lepiej ją ogarnąć ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja w ogóle widziałam w skanlacjach jakieś herezje z odwróconym układem... Gdybym się doczekała polskiego wydania, całowałabym wydawcę po nogach. ;)

      Delete
  2. Mam na liscie do przecx
    zytania... Jak wszystko.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polecam! Jeśli się zabierzesz, daj znać, jak wrażenia. ;)

      Delete
  3. Ostatnia notka z 23 września? Oj, Marta :P

    ReplyDelete