Tuesday, June 9, 2015

Doushitemo Furetakunai - live action

Jestem wielką fanką twórczości Kou Yonedy. Kupuję każdą jej mangę po polsku i po angielsku, jaką mogę, a to, czego nie mogę nabyć w żadnym zrozumiałym dla mnie języku, czytam w internecie (mimo że nienawidzę czytania mang z ekranu). Dlatego też, gdy tylko obejrzałam trailer live action do Doushitemo Furetakunai, którego mangowy pierwowzór został wydany po polsku przez wydawnictwo Kotori i po angielsku przez DMI pod logiem June, wiedziałam, że MUSZĘ to obejrzeć. Wieczorem po powrocie z pracy zasiadłam z kubkiem herbaty przez laptopem i zaczęłam oglądać, a teraz czuję nieodpartą potrzebę podzielenia się wrażeniami. Bo czuję się lekko zawiedziona.



TL;DR: Całe live action wygląda TANIO.

Wersja dłuższa dla spragnionych rozwiniętej opinii (może zawierać zawiera spoilery):
Ja wiem, że live action to produkcje niskobudżetowe i nie należy się po nich spodziewać szczególnego “wow”. Nie nastawiałam się na nic szczególnie powalającego i byłam pewna, że live action będzie gorsze niż manga. Tutaj jednak taniocha kapie dosłownie kapie z każdego kąta i trudno to ignorować nawet przy dużej ilości dobrej woli. Ogień we wspomnieniach Togawy to taki montaż trochę w stylu “umię Painta”. Sceneria biura też wygląda trochę jak sklecona z kartonu - a oprócz niej mamy w zasadzie tylko trzy miejsca - chodnik przed barem, park i mieszkanie Shimy (tutaj wyszło dobrze, nie czepiam się).

Muzyka - właściwie ciężko coś o niej powiedzieć, bo prawie jej nie było. Z jednej strony to podkreśliło całą melancholijność historii, ale z drugiej - wyszło jakby pustawo. Dodałabym coś delikatnego w tle, ale bardzo się tego nie czepiam.

Gra aktorska… hmm… pan grający Shimę z introwertycznego i trochę wyalienowanego faceta zrobił naburmuszonego chomika. Naprawdę nie mogłam się pozbyć wrażenia, że Shima jest mało Shimowaty. Natomiast Togawa - ach i och, me gusta! Baardzo fajnie odtworzony charakter postaci, wszystko mi tu grało. W zasadzie Togawa to największy plus całego dzieła.


Podsumowując - moim zdaniem wyszło trochę zbyt topornie. Polecam zagorzałym fanom Yonedy, którzy mają trochę wolnego czasu i naprawdę nie wiedzą, co z nim zrobić - pozostałym zamiast tego polecam przeczytać jeszcze raz mangę, bo niestety live action się do niej nie umywa.

6 comments:

  1. Akurat aktor grający Shimę to jest zdrowo kopnięty wulkan energii, więc mocno się zdziwiłam, że w ogóle tak potrafił zagrać, ale miałam też wrażenie, że bardzo cierpi, że musi zagrać w tej produkcji XDD

    Ja na swoich panelach o live actionach tłumaczę to słuchającym tak, że BL live action można traktować tylko na dwa sposoby - albo jako drinking game, albo wypracować sobie w umyśle, że mamy tutaj do czynienia z czymś w stylu teatru telewizji - i to takiego starszego i dosyć oszczędnego.

    Ten film był całkiem niezłym tłem do rysowania, czyli bardziej do słuchania i skrobania coś po kartce, bo patrzyć nie było na co.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie tak wyglądał, jakby cierpiał. :D

      Szczerze mówiąc miałam nadzieję, że to będzie lepsze niż większość live action BL, które widziałam, bo w końcu Yoneda, ale wyszło, jak wyszło.

      Delete
    2. Ja takie nadzieję pokładam w "Seven Days" trochę, bo w sumie tam jest dużo scen na powietrzu, więc może chociaż będzie więcej trochę bardziej malowniczych ujęć XD

      Delete
    3. Oj, też sobie robię nadzieje, że Seven Days wyjdzie fajnie. Zobaczymy - trailer wyglądał nieźle. ;)

      Delete
  2. Haha, naburmuszony chomik, wygrałaś.

    ReplyDelete
  3. Nigdy nie oglądam japońskich filmów, bo zwyczajnie drażni mnie gra aktorska japończyków. Doushitemo Furetakunai obejrzałam tylko dlatego, że lubię mangę. I oczywiście srodze się zawiodłam. Nudne to to i słabo zagrane. Wszystko wydawało mi się takie sterylnie czyste i sztuczne. Te ulice, mieszkania, biura. Totalnie nie moja "estetyka", jednak wolę zostać przy zachodnich produkcjach.

    ReplyDelete