Wednesday, April 8, 2015

BL w dwóch odsłonach

Pierwotnie ta notka miała być dwiema osobnymi, jednak uznałam, że ciekawie będzie ją scalić i potraktować jako spojrzenie na dwie mangi, które - choć z tego samego gatunku, BL - różnią się od siebie jak ogień i woda. Zarówno “Tylko kwiaty wiedzą” jak i “Heart of Thomas” są jednymi z moich nowszych nabytków i, choć lektura obu sprawiła mi niesamowitą przyjemność, jest to przyjemność zupełnie różnych rodzajów (o jaa, zabrzmiało perwersyjnie...).

Wydaniem “Tylko kwiaty wiedzą” Rihito Takarai wydawnictwo Kotori spełniło jedno z moich mangowych marzeń. Przeczytałam pierwszy tomik w polskim wydaniu jednym tchem i… hm, no właśnie. Ale zacznijmy od początku.

Tytuł oryginału: 花のみぞ知る
Tytuł polski: Tylko kwiaty wiedzą
Ilość tomów: 3
Autor: Takarai Rihito
Wydawca: Kotori
Gatunek: dramat, romans, okruchy życia, yaoi

Arikawa jest studentem - na uczelni radzi sobie dobrze, ma śliczną dziewczynę, wielu przyjaciół, słowem - nie ma na co narzekać. Pewnego dnia przypadkowo poznaje chłopaka z innego wydziału, Misakiego - nieśmiałego, cichego i zamkniętego w sobie, który całe dnie spędza w laboratorium. Pozornie nieznaczące spotkanie prowadzi jednak do kolejnych wydarzeń, a Arikawa przekonuje się, że nie może przestać śnić o kimś noszącym piękny naszyjnik w kształcie kwiatu.

Mangi pani Takarai uwielbiam, ta również nie jest wyjątkiem. Historia jest bardzo nastrojowa, a jednocześnie prosta i w jakiś sposób kojąca, kreska po prostu urocza, a na okładkę nie mogę się napatrzeć. Fabuła rozwija się powoli, wszystko ma ręce i nogi. To zdecydowanie nie jest kolejna manga z cyklu “Cześć, widziałem Cię przedwczoraj w barze, siedziałeś cztery stoliki dalej, chodźmy do łóżka.” Bohaterowie, mimo że skrajnie różni, dają się lubić od samego początku i są przy tym realistyczni. Kotori wypuściło na polski rynek kolejną perełkę i wykonało przy tym kawał dobrej roboty, niestety z jednym sporym “ale”.

Tomik pozbawiony jest obwoluty, za to posiada matową okładkę ze skrzydełkami wykonaną z przyzwoitej jakości i grubości tektury. Papier jest biały, lecz nieco zbyt cienki - druk przebija na drugą stronę i jest to dość mocno widoczne. Co do nasycenia czerni nie mam uwag, co ma być czarne, to jest. Marginesy wewnętrzne są odpowiednio duże, nie trzeba łamać grzbietu, aby doczytać, co jest napisane na wewnętrznych częściach stron. Klejenie również jest w porządku, tym razem nie ma problemu z niedoklejonymi stronami lub klejem wylewającym się na okładki. Nie zauważyłam także łupieżu, który ostatnio nękał wydania wydawnictwa z ptaszkiem.

Duże zastrzeżenie mam co do przycięcia stron. Dosłownie co czwarta strona jest zbyt mocno ucięta - co chwila zdarza się dymek ze ściętymi literami. Niby nie sprawia to problemów przy czytaniu, ale wygląda słabo, a że problem jest nagminny w całym tomiku, trochę mnie to boli. Kolorowa strona też trafiła mi się z felerem, mianowicie ze skazą, która wygląda na przetarcie na zagnieceniu. Szkoda, bo grafika sama w sobie jest śliczna.

Feler trochę mało widoczny, ale jest. Trust me.
Ucięte lub prawie ucięte dymki.
I tu też.
W tłumaczeniu nie mam się do czego przyczepić, również korekta dobrze się spisała - nie zauważyłam błędów ani literówek, a jedyne, co wypatrzyłam, to bodajże dwa przecinki-sierotki. Poza tym, jak zwykle w przekładach Tomasza Molskiego, całość czyta się bardzo przyjemnie.

W zasadzie nie wiem, jak bardzo trzeba by było skopać to wydanie, abym była z niego niezadowolona - mimo tych poucinanych brzegów stron zakup tomiku uważam za naprawdę udany. Mam nadzieję, że kolejne dwa będą pozbawione tego defektu - a jeśli w pozostałych aspektach wydawnictwo utrzyma poziom z tego tomu, będzie to naprawdę przyzwoicie wydana manga.


Tytuł oryginału: トーマの心臓
Tytuł angielski: Heart of Thomas
Ilość tomów: 3, omnibus 1
Autor: Hagio Moto
Wydawca: Fantagraphics, wydanie omnibusowe
Gatunek: dramat, tragedia, psychologiczne, shoujo, shounen-ai


Stare mangi shoujo mają to do siebie, że wywołują skrajne emocje - jedni je kochają, inni nie znoszą. Ja należę do tej pierwszej grupy - uwielbiam starą, klasyczną kreskę, rozbudowane postaci i niekończący się Weltschmerz bohaterów. Heart of Thomas było zakupem dość impulsywnym - nie dlatego, że zobaczyłam i uznałam “chcę”, ale dlatego, że dość długo walczyłam ze sobą, bo wydanie Fantagraphics jest masakrycznie drogie, a ja ciągle miałam nadzieję, że ten tytuł zostanie wydany przez JPF. Niestety wygląda na to, że póki co na polskie wydanie nie ma co liczyć, a ja uznałam, że raz się żyje. Poza tym mam dziwną słabość do wydań typu n w 1 i w twardych oprawach, więc ta walka w zasadzie była przegrana od samego początku. ;)

Nie mogę powiedzieć, że Moto Hagio jest jakąś moją ukochaną autorką. “Było ich jedenaścioro” podeszło mi dość średnio - i choć doceniam urozmaicone kreacje bohaterów i wiem, że science-fiction ma prawo zdążać bardziej w stronę fiction, to jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to straszliwy pseudonaukowy bełkot. A ponieważ w ogóle nie przepadam za science-fiction, nie było trudno mnie do tego tytułu zrazić. Do Klanu Poe jeszcze się nie przekonałam i trochę się gryzę sama ze sobą, ale tylko ze względu na okropne czcionki użyte w wydaniu JPF. Przeglądałam to wydanie już kilka razy i za każdym dostawałam wysypki na uszach na widok tych zawijasów. Niemniej jednak, pewnie gdy trafię na dobrą okazję, dołączę ten tytuł do kolekcji. No, ale do rzeczy.

Thomas Werner, trzynastoletni uczeń męskiego gimnazjum w XX-wiecznych Niemczech nieszczęśliwie ginie podczas upadku z wysokiej kładki dla pieszych. Tuż przed śmiercią wysyła krótki list do kolegi z klasy, Juliego.

To Juli, one last time.
This is my love.
This is the sound of my heart.
Surely you must understand.


Wieść o śmierci Thomasa błyskawicznie obiega całą szkołę. Kim był Thomas? Kim był dla niego Juli? I czy śmierć Thomasa faktycznie była tylko skutkiem nieszczęśliwego wypadku? W krótkim czasie po śmierci chłopca w szkole pojawia się nowy uczeń, Erich, podobny do Thomasa jak dwie krople wody.

  
Manga jest jedną z pierwszych z gatunku shounen-ai i już na dzień dobry serwuje nam złamanie pewnych schematów - tu samobójstwo nie jest konkluzją, a wstępem. Jak można się też domyślić, Thomas wcale nie jest tu głównym bohaterem. Jego śmierć jest tylko pretekstem do skupienia się na Julim - jego charakterze, demonach przeszłości i problemach. Historia oczywiście mocno trąci pewnym mistycyzmem, jest w niej też dużo nawiązań do chrześcijaństwa i wiary jako takiej. Autorka bardzo dużą wagę przywiązała do przeplatania się różnych wątków, tajemnic i intryg, lecz w połączeniu z typowo codziennymi sytuacjami - nauką, korzystaniem z biblioteki, wspólnymi posiłkami uczniów - pozwala to czytelnikowi wczuć się w opowieść i dać się pochłonąć wykreowanemu przez Hagio światowi. Młody wiek bohaterów nieco mi się gryzie z ich dojrzałością - większość z nich jest nad wyraz dojrzała i na swój sposób wyrachowana. To połączenie jest niepokojące, ale jednocześnie tworzy genialny klimat i napięcie. Sami bohaterowie są zresztą bardzo skomplikowani i wielowarstwowi - co z jednej strony jest typowe dla mang shoujo z lat siedemdziesiątych, ale jednak w porównaniu ze współczesnymi mangami niezwykłe i świeże.

Kreskę można kochać lub nie, ale na pewno nie można powiedzieć, że nie pasuje do historii. Oczy są duże i roziskrzone, rzęsy gęste i długie, palce smukłe, a włosy pływają - doskonale pasuje to do “ezoterycznej” i w sumie sentymentalnej atmosfery Heart of Thomas. Autorka w niewielu miejscach rysuje postaci w stylu deformed - uproszczone, jakby spłaszczone i zazwyczaj rozwrzeszczane. I bardzo dobrze, bo jej to zupełnie nie wychodzi i im mniej takich potworków w jej wykonaniu, tym lepiej. Uważam też, że ich nadmiar zepsułby klimat mangi - a więc wszystko do siebie pasuje i wszystko się zgadza.

Wydanie wydawnictwa Fantagraphics prezentuje się bardzo okazale - ok. 520 stron mangi wydrukowanej na śnieżnobiałym papierze w twardej złożonej oprawie naprawdę wystarczy wziąć do ręki, aby zaliczyć natychmiastową poprawę humoru. Papier jest dobrej gramatury, druk nie przebija na drugą stronę. Stron kolorowych jest naprawdę sporo, marginesy są odpowiednio duże, a numery stron występują bardzo często.

W zasadzie zastrzeżenia mam trzy. Po pierwsze na 29. stronie brakuje tekstu w kilku dymkach - pisała o tym na swoim blogu już tłumaczka, Matt Thorn, i absolutnie rozumiem, że wpadki się zdarzają, ale jednak kupując mangę za tak kosmiczną cenę spodziewałabym się większej sumienności przy sprawdzaniu materiału. Niemniej jednak brakującego tekstu jest naprawdę niedużo i brak ten w żaden sposób nie wpływa na możliwość zrozumienia fabuły.
Tekst, którego nie było. ;)
Błąd drugi to powtarzająca się w kilku miejscach literówka w imieniu Gustav. “Gustaf” straszy w kilku miejscach, a błąd jest ewidentny, bo pisownia ta nie jest konsekwentnie stosowana. I na koniec rzecz trzecia, mianowicie zbyt mocno przycięte strony, które ucinają część tekstu w dymkach. Zdarza się to jednak tylko w kilku miejscach, na co przy takiej objętości wydania mogę przymknąć oko.

No dobrze, cztery zastrzeżenia. “Didn’t used to” złapałam w dwóch miejscach i mam wrażenie, że korekta trochę zaspała. Ja wiem, że ta forma jest dopuszczalna w mowie potocznej, ale po pierwsze nie pasuje w druku, a po drugie już na pewno nie pasuje do dość sztywnego języka, jakim posługują się bohaterowie. Dlatego - jak dla mnie - to ewidentny babol. Innych błędów typowo korektorskich, poza wspomnianym już Gustafem, nie wyłapałam.

Czy mangę polecam? Tak. Miłośnikom gatunku, miłośnikom klasycznych mang, pięknych wydań, starej kreski, Moto Hagio, a także ciekawskim, którzy chcą poznać prekursorskie mangi. Nie wszystkim. Jeśli ktoś myśli, że znajdzie w środku typowe shounen-ai a.k.a. miód na serce, to się srogo zawiedzie. Heart of Thomas to historia raczej ciężka, dość mocno pogmatwana i zdecydowanie bez (typowego) happy endu. Ja się czuję zupełnie oczarowana i nawet kosmiczna cena tej mangi nie jest w stanie zmusić mnie, abym żałowała zakupu. Teraz marzy mi się angielskie lub polskie wydanie Houmonsha i Juuichigatsu no Gymnasium do kompletu. ;)


Uch, odnoszę wrażenie, że jestem straszną zołzą i wytykam najmniejsze potknięcia tym biednym wydawnictwom… Ale co ja poradzę, że mój wewnętrzny pedant czasem zwija się do pozycji embrionalnej i płacze w kącie, gdy widzi wylewające się kleje i inne nieszczęścia...

9 comments:

  1. Ja nienawidzę przyciętych dialogów, to jedna z najbardziej osłabiających mnie rzeczy w tomikach i myślałam podczas czytania, że tomik wywalę przez okno. Chociaż u mnie nawet chyba bardziej ekstremalnie niż u ciebie:
    http://i69.photobucket.com/albums/i45/Orofiel/CAM00306_zpsltgp2h8y.jpg

    Z tym, że po wrzuceniu tej foty na forum Waneko ludzie napisali mi, że tylko ja tak mam (jak się okazuje u ciebie - nie tylko), ale po tym jak mi to napisali już zdążyłam napisać zapytanie o możliwość reklamacji. Ja różne rzeczy przeżyję, ale ucięte dialogi mnie bolą. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie, skoro jest mnóstwo różnych egzemplarzy, ale... błagałam nawet w komentarzu do zamówienia, żeby mi przypadkiem kolejny raz nie przesłali wadliwego tomiku (od nich to mam kolekcję), a tu wyszło na to, że znowu dostałam jeden z tych wyjątkowych egzemplarzy :P. Bozia mnie skarała, bo wadliwe egzemplarze Kotori dostawałam tylko od mangastore, a teraz po latach chciałam dać im kolejną szansę i chyba nie wyszło mi to na zdrowie XD

    No i teraz popatrz kto jest upierdliwą zouzą, od razu wszystko wypunktuje, od razu poleci się pytać czy jest możliwa reklamacja, a potem na konwentach naczelna Kotori woła za nią "hej! nasza hejterko!"

    Jeszcze wypomnę brak polskich znaków w czcionce na książkach, umarłam od tego XD:
    http://i69.photobucket.com/albums/i45/Orofiel/CAM00303_zpsh9xwlrmq.jpg

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kurczę, beznadzieja z tymi uciętymi dialogami. Ja nie reklamuję, bo trochę się obawiam, że w ramach wymiany dostanę jeszcze bardziej felerny. :/ Takie rzeczy strasznie potrafią zepsuć radochę z dobrej mangi. Póki co kosmos wygrywa chyba Kuroko, w każdym tomie coś ucięte - w drugim w którymś miejscu po prostu zeżarło dymek do połowy. Ale widziałam u Ciebie, że nie tylko mnie się trafiło takie cudo. No i jak żyć?

      Delete
    2. A literkę na okładce książki zauważyłam, ale zastanawiałam się, czy to nie taki artystyczny design. Napiszę swoje wrażenia na forum Kotori i zobaczymy, jak się do tego ustosunkują. ;)

      Delete
  2. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. O naszyjniku w kształcie kwiatka już dyskutowaliśmy - nadal uważam, że to naciągane, może nie tak jak z tym siedzeniem o 4 stoliki dalej, ale still. :D
      Co do jakości drugiej mangi - jak w ogóle można wypuścić książkę, która jest w jakiś sposób wadliwa? Przecież jeśli w nakładzie pojawiła się książka z taką wadą, to można założyć, że takich krzywo obciętych arkuszy będzie więcej - nikt nie przycina w końcu tych stron pojedynczo ;) Znając przywiązanie mangowców do szczegółów - vide notka - autorom powinno bardzo zależeć na efekcie wizualno - organoleptycznym :)

      Delete
    2. I rozumiem, że to koszty, wydawnictwo małe, ale to wina drukarni i to ona powinna na swój koszt swój błąd naprawić. Takie jest moje zdanie i się z nim zgadzam.

      Delete
    3. Niestety ja też się z nim zgadzam. Jeszcze pół biedy, jak to stosunkowo niedrogie tomiki w granicach 20-23 zł ceny okładkowej, jak wydają Waneko czy Kotori. Ale już żeby w Thomasie, który kosztował tyle cebulionów, że mi się robi gorzej od samego przypominania, też się coś takiego zdarzyło, to już słabiej. Kiedyś Otai opisała na swoim blogu różne wady w tomikach, które wypuściły do sprzedaży wydawnictwa, o tutaj: http://gekiumahenshin.blogspot.com/2015/03/nie-ma-to-jak-uomny-egzemplarz.html Włos się jeży. Trąci to trochę olewaniem czytelnika, niestety.

      Delete
  3. Zacznijmy od tego, że bardzo podoba mi się sposób w jaki skonstruowałaś ten post, naprawdę dobrze się czytało, co masz do powiedzenia na temat wydań.
    Również jestem wielką fanką mang pani Takarai, niestety moje obecne fundusze nie pozwalają mi na nadrobienie mangowych zaległości na polskim rynku, ale prędzej czy później w tomik się oczywiście zaopatrzę. Szkoda tych poucinanych stron, ogólnie to nie pierwszy raz, kiedy Kotori przydarzyło się coś takiego w wydaniu, ale tym razem tych poucinanych stron wyszło całkiem sporo z tego, co udokumentowałaś. Szkoda, szkoda... Miejmy nadzieję, że w końcu się ogarną i przyszłe tomiki będą się prezentować lepiej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety uciętych dymków było duużo więcej - na potrzeby notki po prostu na szybko przekartkowałam mangę i robiłam zdjęcia tego, co mi się rzuciło w oczy. Zwykle pojedyncze przycięte dialogi wybaczam, bo ok, zdarza się, ale tutaj Kotori naprawdę się nie popisało. :(

      Cieszę się, że notka Ci się spodobała! ;)

      Delete