Saturday, March 14, 2015

In These Words - jeden komiks w trzech wydaniach

Bardzo niewiele jest tytułów, których pożądałam na swojej półce w takim stopniu, co In These Words. Komiks pań ze studia Guilt|Pleasure (http://www.guiltpleasure.com/) jest raczej powszechnie znany, choć wszelkie próby udostępniania skanlacji są regularnie i żywo zwalczane. Dlaczego “komiks”? Ano dlatego, że trudno mi to dzieło zaklasyfikować. 
Z jednej strony panie są z pochodzenia Tajwankami, więc nasuwa się określenie manhua. Z drugiej strony mieszkają w Stanach, więc może OEL? Same autorki ITW zaś nazywają doujinem. Dlatego też “komiks” wydaje mi się określeniem najbezpieczniejszym i dlatego będę się go trzymać.

O co w ogóle chodzi? Główny bohater, psychiatra Asano Katsuya, współpracuje z policją nad sprawą seryjnego mordercy. Podejrzanym jest Shinohara Keiji, który obiecał zeznawać, ale tylko wtedy, gdy zeznania wysłucha nikt inny, tylko sam Asano. W tym samym czasie psychiatrę zaczynają nawiedzać niepokojące koszmary senne, a to, co mówi Shinohara podczas przesłuchań, zdaje się w przerażającym stopniu spajać z treścią tych snów. Tak zaczyna się psychologiczny thriller yaoi (jakkolwiek by to nie brzmiało), który mnie wciągnął od pierwszej strony.

Od lewej - wydanie 801 Media, Guilt|Pleasure, Tokyopop Deutchland

Pierwszą kopią ITW na mojej półce było wydanie 801 Media, którego zresztą szukałam długo i namiętnie, bo ceny komiksu na Amazonie były naprawdę niedorzeczne. Drugi tom mam w wydaniu niemieckim, bo gdy zupełnie straciłam nadzieję na wydanie drugiego tomu po angielsku, a wydanie niemieckie okazało się mieć całkiem przystępne ceny, uznałam, że może i mózg mi wyparuje przy próbie czytania, ale chcę to mieć dla samej grafiki (Jo Chen rysuje doprawdy znakomicie). Dotychczas Guilt|Pleasure publikowało swoją pracę w postaci pojedynczych rozdziałów - samych w sobie już dość drogich ($12 za 40-50 stron komiksu), a po doliczeniu kosztu wysyłki z USA drogich już absurdalnie, dlatego wstrzymywałam się z kupnem dalszego ciągu po angielsku. W lutym jednak paniom w końcu udało się wypuścić własne wydanie tomikowe - i wtedy już nie było zmiłuj, musiałam je kupić. Stąd też w tej chwili na mojej półce trzy różne wydania In These Words, co oczywiście aż się prosi o porównanie.

ITW 1, DMI, 801 Media
Wydanie, mimo iż wydrukowane na typowym dla DMI szarawym i chropowatym papierze, wygląda całkiem ładnie. Okładka jest matowa, z ładnym balansem kolorów. W środku mamy kilka kolorowych stron na lśniącym, grubszym papierze - niestety grafiki dwustronne są rozdzielone na dwie strony, co trochę ujmuje im uroku. Wstęp w postaci ok. 10 stron tekstu wydrukowany jest w dziwaczny sposób - absurdalnie duża czcionka, mikroskopijne marginesy - wygląda to doprawdy osobliwie. Ja wiem, że DMI nie wydaje książek, a light novel z rzadka, ale żeby aż tak…?
Powieściowy wstęp w wydaniu 801 Media

ITW 1, 2, Guilt|Pleasure
Tekst komiksu jest identyczny jak w wydaniu 801 Media - i niestety w obu wydaniach jest sporo błędów. Dziwne konstrukcje gramatyczne, nieuzasadnione żonglowanie czasami - sprawia to wrażenie, jakby nie tknęła tego korekta. A szkoda, bo w zasadzie to jedyny duży minus, jaki widzę w edycji G|P. Strona graficzna komiksu wypada doskonale - format A5, biały, lśniący i ciężki papier, zdecydowanie lepsze nasycenie czerni niż w przypadku 801 Media - na to naprawdę chce się patrzeć. Komiks został wydany w obwolucie z lekko chropowatego papieru z wybranym lakierem, pod spodem na okładkach znajdują się mini komiksy. Tym razem kolorowe strony zostały wydrukowane w postaci rozkładanych kart, dzięki czemu można podziwiać całą grafikę. Powieściowy wstęp również wygląda bardzo ładnie, z dobrze dobranymi marginesami i zgrabną czcionką. Mogę się tylko przyczepić miejscami zbyt mocno przyciętych kadrów - czasem ucięty jest nawet fragment tekstu w dymkach - i w kilku miejscach dziwnymi odstępami między apostrofem a resztą znaków w wyrazie. Poza tym (i oczywiście wspomnianymi już błędami w tekście) to naprawdę cudeńko, które przyprawia mnie o orgazm oczny za każdym razem, gdy na nie patrzę. 
I regret nothing.

ITW 2, Tokyopop Deutschland
Tłumaczenia nie ocenię, bo moje czytanie tego wydania doszło do skutku tylko dzięki dostępowi do Internetu i Google Translate (co jest dość żenujące, biorąc pod uwagę, ile czasu w szkole uczyłam się niemieckiego - ale tę kwestię pomińmy). Jeśli chodzi o stronę graficzną wydania - ten sam szarawy papier, co w wydaniu 801 Media, na którym, o zgrozo, zostały wydrukowane również kolorowe strony. Do tego ta czcionka jakaś taka… nie wiem, nie leży mi. Za to bardzo na plus wypada okładka z wybranym lakierem. Wizualnie edycja niemiecka wypada moim zdaniem sporo słabiej niż ta od 801 Media. Jeśli ktoś jednak zna niemiecki chce po prostu przeczytać komiks, a nie zależy mu specjalnie na pięknych kolorowych stronach czy obwolucie lub po prostu woli opcję ekonomiczną, to jest to wcale niezły pomysł - w księgarniach internetowych wydanie Tokyopopu można kupić w granicach 30-35 zł za tom. Ja ze swoim egzemplarzem rychło się pożegnam, bo z chwilą dostania w łapki wersji angielskiej moje przywiązanie do niego znacząco osłabło. ;)
Wydanie niemieckie. Ta czcionka mi naprawdę nie pasuje.
Aż się prosi, aby ta grafika była wydrukowana na błyszczącym papierze... ale nie.

Jeśli chodzi o samą historię - na pewno nie jest dla wszystkich. Komiks jest bardzo (bardzo, bardzo) graficzny, dużo krwi, seksu i ogólnie pojętego cierpienia głównego bohatera. Nie za bardzo da się napisać o nim coś więcej, aby nie robić spoilerów, ale trzeba mieć naprawdę mocne nerwy, żeby przetrwać pierwszy tom. Moim zdaniem absolutnie warto. ;) Teraz ostrzę sobie zęby na prequele do In These Words - ale ponieważ autorki zapowiedziały wydanie wersji tomikowej, gdy uzbierają nań wystarczającą ilość materiału, wcale nie wykluczam, że poczekam, aż to nastąpi. No, chyba że po drodze wygram w totka - to nie.

Zdjęcia zostały wykonane skarpetą, o czym wiem i przepraszam, ale niestety nic lepszego nie miałam pod ręką. ;w;

9 comments:

  1. Bez komentarza. Deal with it, M!

    :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czuję, że nieubłaganie zmierzam w kierunku #czarnolisto, więc pozwolę sobie rozwinąć swoją myśl ze wcześniejszego postu:

      Dzień dobry Paniom, dzień dobry Panom, dzień dobry Państwu, dzień dobry Nam, dzień dobry Wam, dzień dobry TVN!

      Panie Marszałku, Wysoka Izbo, ojcze dyrektorze od Maybacha, wasza ekscelencjo biskupie, Maryjo, Królowo Polski. Drodzy bracia i siostry. Drodzy parafianie!

      Od strony merytorycznej... za bardzo się nie znam... co właściwie daje mi prawo do wypowiadania się na ten temat w stopniu nieograniczonym i właściwie eksperckim (No co? A politycy w Polsce to niby co? Co ja gorszy od jakiegoś polityka? :D).

      Zatem, według mojego, najmojszego zdania, z którym, po bardzo długich i rozwleczonych w czasie deliberacjach, wstrząsanych raz po raz gromkim śmiechem i przerywanych morzem wylanych, gorzkich łez, wypiciu dwóch kubków herbaty porzeczkowej z popularnego dyskontu, mogę nie bez kozery powiedzieć, że generalnie rzecz ujmując doszedłem do ogólnego konsensusu z samym sobą i moją racją, która, jak powszechnie wiadomo, jest racją najmojszą spośród wszystkich racji tu wyartykułowanych, i to pomimo głebokiej, niekiedy, różnicy zdań pomiędzy mną, a moją racją, która jest racją najmojszą, o czym już wspomniałem, która nie wpłynęła jednak na ostateczny efekt podjętej przeze mnie, nie bez wysiłku przecież, deliberacji, której skutkiem jest rzeczony konsensus, przyjmujący że po wnikliwej analizie struktury oraz nietypowej specyfiki mojego aktualnego procesu myślowego, dalszy jego rozwój spełnia bardzo istotną rolę w wyartykułowaniu nie tylko odpowiedniej, ale też odpowiedzialnej i, co warte podkreślenia, bezstronnej, rzeczowej i niezwykle fachowej opinii dotyczącej spraw poruszanych w przedmiotowej sprawie.
      To znaczy mogę powiedzieć, że mangi są ładne, gejowe, i mają fajne obwoluty i obrazki. Kolorowe nawet. I to się ceni. Że są. I ładne, błyszczące takie.
      ps. Nie pisz tak otwarcie o klęsce pedagogicznej pani P. w nauczaniu j. niemieckiego, bo może okaże się, że jest skrytą czytelniczką mang i akurat Twego bloga czyta, a nie chcemy przecież, żeby zaczęła się nagle rozkładać..., to znaczy zanosić płaczem :D
      pps. Orgazm oczny <3
      ppps. Trzymam kciuka za lotto!

      Delete
    2. Jeszcze raz... z czym ta herbata była? :-P

      Delete
  2. Lubię porównania wydań, ciekawa jestem czy doczekamy się też polskiego, bo w sumie to jeden z popularniejszych tytułów. Sama miałam okazję przeglądać pierwszy tom po angielsku u znajomej i chociaż fabuła, klimat i kreska są niesamowite to wiem, że to nie jest tytuł dla mnie, a przynajmniej nie do trzymania na półce. Może to dziwne dla fujoshi, ale nie przepadam za dużą ilością scen seksu (nawet jeśli są ważne dla fabuły, to wolę, żeby pojawiały się w umiarkowanym stopniu) i w takim wypadku wolę przeczytać raz i do tytułu raczej nie wracać. Ale poza tym doceniam :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gdyby ITW zostało wydane po polsku, na pewno bym również kupiła. :) Szkoda, że kolejne rozdziały wychodzą w tak ślimaczym tempie - G|P zapowiada trzeci tom na maj 2016...

      Kolejne porównanie wydań będzie pewnie przy okazji Viewfindera od Kotori - bo o ile zwykle nie kupuję w polskim wydaniu mang, które już mam, to Viewfinder będzie kolejnym wyjątkiem. :-P Myślę, że NightS również - uwielbiam Yonedę i sobie pewnie nie odmówię. W ogóle chyba mam problem z odmawianiem sobie, jeśli chodzi o mangi. :-P

      Delete
  3. ITW mam wydanie niemieckie (chociaż niemca nie ogarniam), w twardej oprawie. W sumie zamówiłam je totalnie spontanicznie po zobaczeniu tego na zdjęciu i niestety trochę się rozczarowałam. Liczyłam, że chociaż kolorowe strony będą na kredowym papierze.
    Też liczę, że może w przyszłości ktoś u nas wyda ITW, bo to całkiem niegłupi tytuł jest.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z tym wydaniem w Polsce to bym jednak się nie nastawiała, niestety. Już tłumaczę. Jest na fejsie oficjalna grupa fanowska Guilt|Pleasure, w której mocno udziela się pani autorka, pani rysowniczka co prawda trochę mniej, ale jednak też. Zamieściły kiedyś wywiad z kimś z Taifu, czyli francuskiego wydawcy ITW. Padło pytanie, czy kiedyś miały problemy ze statusem prawnym wydania w jakimś kraju. Padła odpowiedź, że pewne wydawnictwo w Polsce (!!!) ubiegało się o prawa do wydania, jednak poproszone o sprawdzenie statusu prawnego ewentualnej publikacji, wycofało się, gdyż ponoć trzeba by ocenzurować wszystkie graficzne sceny przemocy. Napisałam wiadomość z górą pytań do Kichiku Neko, czyli pani autorki historii, i tak - dowiedziałam się, że oczywiście jakie to wydawnictwo, to mi nie powie, ale zdradziła, że nie Kotori. Cenzura miałaby dotyczyć scen przemocy, ale nie seksualnej, tylko po prostu tych wszystkich uroczych zabaw z nożem pod prysznicem i tak dalej. Podobno wydawnictwo "did their job with the research" - nie wiem, nie znam się, ale wygląda mi to słabo. :(

      Delete
    2. Czo? O_o Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. W Polsce publikowanych jest i było od groma innych tytułów o wiele bardziej brutalnych niż ITW (chociażby Hellsing, by daleko nie szukać) i nigdy nie słyszałam, aby były jakieś problemy na tle prawnym. Dziwne to to, bo szczerze mówiąc prędzej spodziewałabym się cenzury w takim BR czy właśnie Hellsingu, niż ITW. W końcu to komiks dla dorosłych, a bohaterowie to też dorośli ludzie... Nie ciekawie to wygląda, bo iskierka nadzieji właśnie zgasła (fajnie, że jakieś wydawnictwo w ogóle się tym tytułem zainteresowało).
      Cóż, dzięki za info w każdym razie.

      Delete
    3. Ech. No właśnie ja też nie bardzo wiem, jakie miałyby być powody do cenzury, a ponieważ nie udało mi się wyciągnąć nazwy wydawnictwa, to nawet nie wiadomo, kogo maglować. :(

      Delete