Tuesday, February 24, 2015

Loveless - Viz vs. Studio JG

Najpierw ogłoszenie parafialne - wobec braku jakiegokolwiek sprzeciwu (D. - Ty się nie liczysz, sorry. :P) od tej chwili notki będą po polsku. Bo tak, kto bogatemu zabroni.
If my Google statistics don't lie and there is actually anyone that reads this blog and doesn't speak Polish, feel free to leave a comment - I'll continue posting in English. Otherwise, from now on, I'm going to post in Polish.
------------
Zdjęcia w dzisiejszej notce sponsoruje moje nieogarnięcie, które udowadnia, jak złe zdjęcia można zrobić dobrym aparatem, jeśli nie umie się go właściwie ustawić. Notka dedykowana jest moim ulubionym męczybułom, D. (który domaga się notek po angielsku, bo "po polsku i tak ma i to wersję rozszerzoną") i Hermannowi, którzy codziennie jęczeli, że nie ma nowej notki. No to macie, jest, koniec jęczenia. ;)
------------

Loveless to jedna z tych mang, które regularnie miewam ochotę przeczytać po raz kolejny. Gdy zobaczyłam polskie wydanie - na białym papierze, z obwolutą, ślicznymi grzbietami - mój wewnętrzny sknera pożałował kasy, upierając się, że skoro mam wydanie angielskie, to polskie już mi nie jest potrzebne. Niestety (albo na szczęście) moje zboczenie wygrało i tak oto weszłam w posiadanie wszystkich czterech dotychczas wydanych przez Studio JG tomików. Tym samym Loveless jest pierwszą mangą, którą kupiłam w więcej niż jednym wydaniu z zamiarem zatrzymania obu (zdarzyło mi się już co prawda kupić Sekaiichi Hatsukoi po niemiecku, ale czym prędzej je wymieniłam na inną mangę po ogłoszeniu wydania angielskiego, a potem polskiego, bo mój mózg wyraził zdecydowany sprzeciw przy próbie czytania). Oczywiście taka okazja aż prosi się o porównanie obu wydań - a że jestem pedantką i nie chcę niczego pominąć, zrobię to w punktach. ;)

Tytuł oryginalny: ラブレス
Tytuł polski/angielski: Loveless
Autor: Kouga Yun
Wydawca polski: Wydawnictwo Studio JG
Wydawca angielski: Viz Media
Gatunek: Dramat, akcja, psychologiczne, fantasy, josei, shounen-ai (przynajmniej według niektórych)


1. Strona graficzno-namacalna (i zmacana)
Wydanie angielskie jest w nieco większym formacie niż polskie. Tomy 1-8 zostały wydane w wersji 2 w 1, dopiero tomy od 9. są wydawane pojedynczo. Nie posiadają obwoluty, za to mają - jak zwykle w wydaniach Viza - nieco przykrótkie okładki. W angielskim wydaniu manga wydrukowana jest na ekologicznym i nieco szarawym papierze. Jest on jednak na tyle gruby, że druk nie przebija na drugą stronę. W polskim wydaniu również nie widać przebić, choć papier jest zdecydowanie przyjemniejszy (lubię biały papier, tak już mam).




Wydanie Studia JG - szczególnie tom drugi - ma małe problemy z nasyceniem czerni - na wielu stronach jest to wręcz szarość. Wydanie angielskie w zasadzie nie jest tu lepsze, bo prócz tego występuje gdzieniegdzie efekt łupieżu. Obu wydaniom do idealnego nasycenia druku, jakie jest moim zdaniem znakiem rozpoznawczym Mega Mang JPF (choć za samym JPF nie przepadam), niestety sporo brakuje. Dodatkowo w wydaniu Viza w kilku (na szczęście dosłownie kilku) miejscach tusz był wyraźnie rozmazany, zdarzyło się też kilka plamek.

Jeśli chodzi o kadrowanie stron - wydanie angielskie ucina mniejszą część kadrów niż polskie - w kilku miejscach w wydaniu angielskim ilustracja sięga dalej niż widać to w wydaniu polskim. Wersja Studia JG natomiast ma większe wewnętrzne marginesy, zatem mangę łatwiej czytać bez obaw o złamanie grzbietu.

Kolorowe strony w obu wydaniach zostały wydrukowane na papierze o podobnej jakości. Mam wrażenie, że balans kolorów w wydaniu polskim jest nieco lepszy i ilustracje wyglądają korzystniej. Tył obwolut zdecydowanie lepiej prezentuje się w wydaniu polskim - możemy podziwiać grafikę w pełnym rozmiarze. W wersji anglojęzycznej z tyłu mamy dużo mniejszą grafikę i opis fabuły.

2. Zawartość
Tu zdecydowanie lepiej wypada wydanie angielskie, które zawiera dodatki w postaci niepublikowanych wcześniej w wersjach tomikowych mini komiksów, grafik, wywiadów itd. W sumie każdy omnibus zawiera ok. 50 dodatkowych stron. W imię zasady, że w przyrodzie nic nie ginie, tomy podwójne zawierają wszystkie kolorowe grafiki z wydań pojedynczych, w tym te z obwolut.




3. Tłumaczenie i jakość korekty
Niestety miejscami odnosiłam wrażenie, że polskie tłumaczenie jest zrobione nieco na siłę. Wtrącono bardzo dużo kolokwializmów, które, o ile pasują np. do Kio, tak w przypadku Ritsuki brzmiały aż nienaturalnie. Ritsuka - właśnie. Ile idiotycznych zdrobnień tego imienia wymyśliła tłumaczka, to się w pale nie mieści. “Riciaczek” przyprawił mnie o ból zębów. Studio JG zastosowało też - po raz kolejny - niezrozumiały dla mnie zabieg, tj. zastąpienie w tłumaczeniu imion długich głosek, typu ou, krótkimi. I tak, mamy Yoji zamiast Youji i Sobi zamiast Soubi.

Kolejny lekki ból zębów to “sentouki” przełożony na “żołnierz”. Niestety jestem świadoma, że w języku polskim nie ma dobrego odpowiednika tego słowa i każde inne brzmiałoby równie kanciasto, dlatego specjalnie nie narzekam, ale “fighter” w wydaniu angielskim zdecydowanie lepiej brzmi i pasuje do kontekstu.

Zaklęcia przełożono całkiem nieźle - oczywiście brzmią patetycznie, tak samo zresztą jak w wydaniu angielskim, ale nic mi nie zgrzytało. Co natomiast wyszło w polskim wydaniu bardzo na plus, to zostawienie kilku wulgaryzmów. Umówmy się, to nie jest manga dla dzieci i wulgaryzmy akurat są betką w porównaniu do tego, co się w mandze dzieje. Wydanie angielskie jest chyba zbyt ugrzecznione pod tym względem, ale z drugiej strony zalecany rating wydawcy to 13+ (zupełnie dla mnie niezrozumiały, ale to insza inszość).

Korekcie w wydaniu polskim umknęła jedna przepiękna literówka - “przełkuć” w kontekście uszu. Kiedy wyobraziłam sobie, jak może wyglądać proces przełkuwania (mózg mam skażony zboczeństwem, więc różne rzeczy się w nim roją), parsknęłam śmiechem, a zatem wybaczam tego babolka. Innych błędów nie wypatrzyłam. W angielskim wydaniu na 100% widziałam jakąś literówkę, ale już nie pamiętam, co to było, a, rzecz jasna, nie chce mi się szukać, bom stworzenie leniwe z natury.


Podsumowując - oba wydania mają swoje wady i zalety. Największym jednak plusem wydania angielskiego jest to, że wyszły już w tym języku wszystkie tomy dostępne w Japonii. Tak więc zamierzam kupować tomiki publikowane przez Studio JG, bo są prześliczne, ale jak ukaże się po angielsku kolejny tom, nie omieszkam go zamówić. ;)

Saturday, February 7, 2015

A dilemma

I'm seriously wondering if anybody actually needs these notes to be in English. I can't babble in English as easily as in Polish (and I happen to like babbling, like, a lot), so if there're no resolved objections on this matter, I think I'll continue posting here in Polish.

So... any objections? Does anybody of non-Polish speakers actually read it or do my blog statistics lie shamelessly? ;) If you're reading this, feedback'll be really appreciated!